Jest takie miejsce na mapie Europy zwane przez niektórych Atlantydą Północy. Określenie zaczerpnięto z wiersza Kazimierza Brakonieckiego i dotyczy Prus Wschodnich. Lubię podróżować w tamte strony. Nierzadko w trakcie tych wypraw odkrywam ciekawe, często zapomniane historie. Jedna z nich związana jest z tamtejszym wielbicielem i znawcą przyrody Walterem von Sandenem. Obecnie to rubieże najjaśniejszej III Rzeczpospolitej, hen pod ruską granicą. Jest tam niewielka miejscowość Nowa Guja, a właściwie Mała Guja. Przed II Wojna Światową w swoim majątku mieszkał ceniony przyrodnik.

      Trafić jest tu bardzo ciężko. Z Węgorzewa wyjazdem na Kętrzyn trzeba kierować się do Węgielsztyna i do Guji. Następnie przejechać przez wieś prosto, aż do lasu. Sama droga jest już piękna. Wąski asfalt częściowo obsadzony starymi drzewami, wije się pomiędzy pagórkami. Mija się kolejno niewielkie wsie, gdzie prowadzone jest niezbyt intensywne rolnictwo. Sprzyja to istnieniu drobnych bagienek i zadrzewień. Minąwszy Guję wjeżdża się do zróżnicowanego lasu. W dawnych czasach zwano go Marschallsheide czyli Puszczą Marszałka. W epoce państwa krzyżackiego lasy te należały do marszałka zakonu – dlatego Puszcza Marszałka. Tutaj trzeba skręcić w prawo, w jedną z wąskich dróżek. Jest ona tak niepozorna, że możemy szybko stracić nadzieję, że dobrze skręciliśmy.  Za górką, za zakrętem, za kilkoma krzakami, po prawej stronie wyłoni się niewielki czworak. Tuż za nim jest mocno zniszczony mostek na rzece Rawdzie. Tutaj proponuję zostawić samochód. Za rzeczką zaczyna się park okalający dworskie zabudowania. Za mostem jest krótki ale stromy podjazd pod górę. Na jej szczycie mogą być głębokie, błotniste koleiny i nie każdy samochód, nawet 4×4 z nich wyjedzie. Po pokonaniu podjazdu stajemy wprost przed dworem Waltera von Sandena. 

 

      Poszukując informacji o Sandenie, wyłania nam się jako osoba niezwykle ceniąca sobie kontakt z naturą. Pomimo zarządzania dużym majątkiem bo ok 2,5 tys ha wiele czasu poświęcał na badanie i fotografowanie otaczającej go przyrody. Utrzymywał liczne kontakty ze znanymi przyrodnikami. Miał to szczęście, że jak sam określił mieszkał nad najbardziej ptasim jeziorem w Prusach (dzisiejsze jeź. Oświn). Już w tamtych czasach zajmował  się obrączkowaniem ptaków. Posiadał rozległą wiedzę o wszystkich gatunkach zwierząt występujących w okolicy. Jako pierwszy stwierdził występowanie w tej części kraju małego gryzonia smużki (sicista betulina), co opisał w jednej z książek. W pobliskim jeziorze występowały nawet żółwie błotne. Z nieoficjalnych źródeł wiem, że w ostatnich latach odnaleziono jednego z inicjałami na skorupie WS.  Jego dorobek to ok. 30 przyrodniczych książek. Wiele z nich dotyczy okolic Guji, a pierwszą jest „Guja – jezioro ptaków”. Niestety żadna nie została przetłumaczona na język polski. Nie był zainteresowany polityką. Po II Wojnie Światowej mieszkał w Niemczech. Znał się z W. Puchalskim. Kto wie być może to Sanden pokierował Puchalskiego na Wyspę Kormoranów. Sanden jako uznany przyrodnik miał propozycje by dalej prowadzić badania w tym regionie. Jednak wiedząc, że nie będzie mógł mieszkać w swoim majątku, bez bliskich znajomych i nie znając języka wiedział, że to miejsce  jest dla niego stracone. Po wojnie pracował i tworzył dalej. W Luneburgu jest muzeum prezentujące jego dorobek. W Węgorzewie również była wystawa jemu poświęcona. W swoich działaniach nie był osamotniony. Wspierała go żona Edit. Była utalentowaną malarką i rzeźbiarką. Jej brązowe rzeźby do dzisiaj na aukcjach osiągają całkiem spore kwoty. 

      Obecny stan dworu i zabudowań delikatnie mówiąc jest kiepski. Po wojnie majątek został upaństwowiony, obecnie to własność prywatna. Kilkanaście lat temu rozpoczęto remont ale nic z tego nie wyszło. Opuszczony niszczeje (nie miał tyle szczęścia co dwór Miłoszów w Krasnogrudzie, o którym pisałem wcześniej). Położony jest w pięknej okolicy. Na wzniesieniu, nad niewielką rzeką Rawdą.

 

Z jednej strony otoczony dawną puszczą, z drugiej z jego okien widać było jezioro. Teraz otoczony jest parkiem, ale na starych zdjęciach budynek dumnie góruje nad okolicą. Z dworu ogrodowymi drzwiami wprost wychodzi się nad rzekę do niewielkiego parku.

 

 

 

Ja jako miłośnik  jazdy konnej każde miejsce oceniam pod tym względem. Tu jest doskonale. Okazałe (piętrowe) budynki gospodarcze mieściły duże ilości paszy dla koni. 

 

 

Okolica wymarzona do konnych włóczęg.

 

Drogi wysadzane drzewami więc latem dają cień. Gruntowa nawierzchnia jest przyjazna końskim kopytom. Rozległe łąki dają zapewne świetną paszę. Nic tylko hodować konie! Coś w tym miejscu musi być. Ojcem Edit był dyrektor znanej trakeńskiej państwowej stadniny w Gudwallen. Przez majątek przechodzi droga w kierunku Wesołowa. Wzdłuż niej rosną piękne stare drzewa. Kiedyś suchą porą przejechałem tędy samochodem, ale teraz w porze wiosennych roztopów nie ryzykowałem samotnego wyjazdu. (Znana jest mi zasada, że im lepszy samochód terenowy tym dalej trzeba iść po ciągnik i wolałem jej nie sprawdzać). 

      Dzisiaj jezioro Oświn jest cennym rezerwatem ornitologicznym. Żyją tu też koniki polskie. Z pobliskiego wzniesienia udało mi się zobaczyć taflę jeziora.

 

Ładny widok na rezerwat jest też z zachodniego brzegu w miejscowości Wyskok. Ponieważ jest to teren chroniony nie zakłócajmy jego spokoju zwłaszcza wiosną. W okolicy jest jeszcze odcinek Kanału Mazurskiego z niedokończoną śluzą. Jedyna czynna śluza „Piaski” znajduje się niedaleko Guji.