Bobry w skali Europy to rzadkie zwierzęta. W Polsce lokalnie występują bardzo licznie, a nasz kraj jest bobrowym potentatem. Jakiś czas temu wybrałem się zobaczyć co słychać w ich królestwie.

      Suwalszczyzna to kraina gdzie czują się znakomicie. Spotkać je można nie tylko w głębokich lasach ale co raz częściej na niewielkich rzekach, a nawet w rowach. Susza ostatniego lata spowodowała wycofanie się bobrów z części stanowisk. Widzę, że mimo wszystko z powrotem powracają w swoje miejsca. Ostatnio wybrałem się do Puszczy Przełomskiej zobaczyć jak sobie radzą nasze największe gryzonie.

      Na północnym wschodzie zima jeszcze potrafi o sobie przypomnieć. Jest mnóstwo ptaków na przelotach i czuć wiosnę, ale w nocy zdarzają się przymrozki i opad śniegu. W taką pogodę przemierzałem tutejsze bagna. Pomimo marcowego słońca, cienka warstwa lodu pokryła wszystkie leśne mokradła.

 

Bobry od dawna są już aktywne. Ich gody przypadają przecież na styczeń i luty.  Przyzwyczajeni jesteśmy, że mieszkają w spektakularnych żeremiach. Owszem ale nie tylko. Brak żeremi nie świadczy o opuszczeniu miejsca. Cały dzień penetrowałem tutejsze moczary i znalazłem jedynie dwa stare żeremia. Wokół było jednak wiele śladów obecności tych gryzoni.

 

Widząc naprawdę dawno pościnane drzewa, od dawna musiały tu urzędować. Nierzadko potrafią wyciąć całe połacie lasu.

 

Piętrząc wodę powodują zamieranie zalanych drzew.

 

No dobrze ale gdzie się pochowały? Poza żeremiami kopią tez nory. Wejście jest zawsze pod wodą, główna komora  gdzie żyją jest pod ziemia ale nad poziomem wody. Trzeba zachować szczególną ostrożność w takich miejscach ponieważ stare i opuszczone nory potrafią się zapadać i łatwo w nie wpaść. Pewien fotograf opowiadał mi kiedyś jak wpadł do takiej nory i skręcił nogę. Nie mógł o własnych siłach wyjść. Uratował go leśnik, który akurat w tamtej okolicy pracował przy szacunkach brakarskich. Dlatego od czasu tej opowieści uważam i w takie miejsca nie wybieram się sam lub przynajmniej z długim, mocnym kijem. Taki kij to świetna rzecz. Zanim wymyślono nordic walking służył wielu wędrowcom do podpierania się na drodze, sprawdzania twardości gruntu i jako pomoc przy ugrzęźnięciu w bagnie. Ostatnio byłem świadkiem jak kolega nad Rospudą wpadł  do pasa  w torfowe bagno. Dzięki kijowi dosyć sprawnie się wydostał. Wracając do nor. Wprawny obserwator łatwo odróżni pozostałość po takiej norze od innych terenowych nierówności.

 

Podobne do nich są kanały, którymi zwierzęta ściągają ścięte gałęzie. A tych gałęzi potrafi być ogromna ilość. Ktoś kiedyś zadał sobie trud i je policzył. W jednym żeremiu stwierdzono ponad 50 tyś rożnej wielkości i grubości patyków. Ilość zgromadzonego drewna może sięgać blisko 50 m sześciennych. 

      Chodząc po przymarzniętych grzęzawiskach bardzo łatwo wypatrzyć miejsce bytowania tych leśnych inżynierów. Oczywiście to też świetni pływacy. Tym razem przypominało mi to trochę polowanie na foki. Bobry podobnie jak foki maja swoje ulubione przeręble

Na zamarzniętej wodzie należało wypatrzeć przerębel i tam spodziewać się bobra. Wypatrzyłem kilka takich ale sprytne  zwierzęta nie dały się zobaczyć.

Za każdym razem słyszałem tylko charakterystyczny odgłos uderzenia kielni o wodę. (Kielnia czyli ogon to magazyn tłuszczu podobnie trochę jak u wielbłąda garb na wodę.)

      Idzie wiosna. Niebawem będzie można obserwować jak budują nowe tamy. Co raz dalej będą się wyprawiały po pyszne osikowe gałązki. Z pewnością jeszcze wrócę do tego tematu.