Trawa się zazieleniła, korci mnie mocno, żeby ruszyć koniem na rajd. Od kilku lat jestem wielkim zwolennikiem naszych polskich kawaleryjskich kulbak. Jeżeli mam jechać w teren, a zwłaszcza na kilkudniowy wypad obowiązkowo zabieram swoją kulbakę wzór 36.

      Na początku zastrzegam,  że nie jestem jej fanatycznym zwolennikiem. Po prostu uważam, że należy dla wygody konia i jeźdźca dobierać odpowiednio sprzęt. Sami przecież np. nosimy różne buty, na stosowne okazje. Tak samo jest z siodłami. Jedne są do skoków, inne do ujeżdżenia, a inne do wielogodzinnych włóczęg na łonie natury. Moją ulubioną formą spędzania czasu z koniem jest niespieszne przemierzanie okolicznych pól i lasów. Na luźnej wodzy, w wygodnym nieangażującym dosiadzie jadę sobie i podziwiam okoliczności przyrody. Kiedy mam pragnienie sięgam do sakwy po manierkę. Na popasach z drugiej sakwy wyciągam niewielki zapas prowiantu, żeby się posilić. A i dla konia znajdzie się kawałek jabłka. Pogoda mi nie straszna. W razie opadów zawszę mogę sięgnąć po przytroczony płaszcz od deszczu. 

      Kulbaka to nie jest zwykłe siodło.

Zawiera się w niej nasza najlepsza wielowiekowa tradycja  użytkowania wierzchowego koni. Polacy zawsze byli świetnymi jeźdźcami. W Rosji powstało nawet powiedzenia, że Polak bez konia to jak ciało bez duszy. Nasze wojska przemierzały Dzikie Pola na południowo-wschodnich krańcach najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Husaria w proch rozcierała każdego kto staną na przeciw ich lanc. Na zachodzie Lisowczycy byli znani aż po Ren. W wojnie Polsko – Bolszewickiej to nasza kawaleria jadąc właśnie w kulbakach rozgromiła chlubę Armii Czerwonej – I Konną Armię Siemiona Budionnego. Setki lat testów i ulepszeń wpłynęło na powstanie prostego i niezwykle praktycznego sprzętu. 

      Choć jej pochodzenie jest typowo wojskowe to świetnie odnajduje się, w turystyce konnej.

 

Wymagania są przecież podobne. Musi umożliwiać wielogodzinną wygodną podróż. Przede wszystkim ma być jak najbardziej przyjazna wierzchowcowi. Ławkowa budowa powoduje, że nacisk jeźdźca na koński grzbiet rozproszony jest na większej powierzchni. Zastosowanie grubego filcowego czapraka podszytego skórą dodatkowo zabezpiecza grzbiet. Szeroko rozstawione przystuły poprawiają stabilność i przyleganie kulbaki. Odpowiednia konstrukcja zabezpiecza przed otarciem kłębu i sprawia, że ta sama kulbaka pasuje na wiele koni. Sprawia też, że nie potrzeba jej specjalnie dobierać do budowy rumaka. Jednym zdaniem jest jak dobrej jakości plecak wyprawowy.

 

      Jako użytkownik z kilkuletnim stażem, a mam w swojej kulbace przejechane kilkaset kilometrów zauważyłem pewien fenomen, którego nie potrafię wytłumaczyć. Wcześniej używałem dobrego siodła sportowo – rajdowego. Uszytego z dobrej jakości skóry, wygodne miękkie siedzisko, poduszki podkolanowe jak trzeba. Byłem i jestem nadal na prawdę z niego zadowolony. Nadaje się świetnie do rekreacji, niewielkich skoków i lekki rajdów Jednak zawsze w czasie długich wypraw wcześniej czy później siodło zaczyna uwierać w tyłek. „Prostacka” kulbaka to terlica obciągnięta zwykłą twardą skórą. I to wszystko. Przy pierwszym kontakcie może wydawać się zbyt spartańska. Ale wielowiekowa mądrość sprawiła, że to twarde”siedzisko lepiej sprawia się w dłuższej eksploatacji niż „poduszkowe” siodła. Logicznie tego nie potrafię wytłumaczyć jak to jest, że twarde siedzisko jest lepsze od miękkiego? 

      Kolejną zaletą jest dosyć głęboki dosiad. Wysokie łęki przednie i tylne sprawiają, że pewnie się w siedzi. W przypadku nagłego podskoczenia wierzchowca czy innej niespodziewanej reakcji łatwiej się utrzymać na koniu. Wysokie łęki przeszkadzają w wysokich skokach przez przeszkody. Ale przecież nikt nie wybiera się na zawody klasy P w kulbace. Niewielkie stacjonaty można z powodzeniem skakać. Dla chętnych jest to do zobaczenia przy okazji zbliżającego się Pikniku Kawaleryjskiego w Suwałkach.

      W czasie rajdów bardzo przydatna jest możliwość troczenia wszelkiego pozostałego wyposażenia. Regulaminowo są dwie skórzane sakwy. Jak pisałem wcześniej można schować do nich drugie śniadanie, napój, a nawet niewielka odzież. W kawalerii do kulbaki troczono również owsiak czyli niewielki płócienny worek z racją owsa dla konia. Na zdjęciu to ten szary za tylnym łękiem. 

      Jedyna wada jak przychodzi mi na myśl to jej waga. Skóra + drewniane ławki + metalowa terlica + filc + sakwy swoje musi ważyć. Ale wpływa to wszystko pozytywnie na komfort użytkowania. 

      Polska kulbaka kawaleryjska to klasa sama w sobie. (Nie mylić jej w westernowymi, w których jest inny styl jazdy.) Choć w sporcie konnym jej nie spotkamy to z czystym sumieniem polecam każdemu na rajdy i wypady w teren.  I jeszcze jedno na koniec. Kulbaka to nie siodło, tak jak Harley-Davidson to nie motor.