Zima to czas kiedy łosie opuszczają swoje letnie ostoje na mokradłach. W poszukiwaniu dobrego tzn energetycznego żeru zapuszczają się do lasu. W leśnej gęstwinie znajdują schronienie i dobrą bazę żerową. Ich przysmakiem jest łyko z młodych gałązek drzew. Mogło by się wydawać, że obgryzają je z kory. W rzeczywistości zdzierają cienką korę pod którą znajduje się soczyste łyko. Ich przysmakiem są dęby i sosny.

W skrajnych przypadkach młode drzewka objedzone z pędów lub z łyka zamierają. Kilka łosi ku utrapieniu leśników potrafi „załatwić” niejeden młodnik. Swoją drogą taki leśnik z łosiami nie ma lekkiego życia. Najpierw człowiek napracuje się przy sadzeniu, potem kilka lat pielęgnuje, wykasza chwasty, usuwa przeszkadzające inne drzewka. Kiedy wydaje się, że już koniec zmartwień, na zimę przychodzi łosia rodzinka i robi „swoje”. Ale mają oni i na to swoje sposoby. Jednym z nich jest jest wykładanie tak zwanych drzew zgryzowych.

Polega to na wycięciu drzew i tak przeznaczonych do wycinki i pozostawieniu ich tak długo aż zostaną dokładnie ogryzione. Następnie drewno jet wyrabiane i zabierane z lasu. W takich miejscach można najłatwiej spotkać łosie. Nie ulega wątpliwości, że najwięcej jest ich nad Biebrzą. Jeśli ktoś ma ochotę na biebrzańskie safari to zapraszam na wspólną wyprawę!