Ostatni weekend upłyną mi pod w pogoni za żurawiami. Wrzesień to czas ich wędrówek z lęgowisk na północy do zimowisk w cieplejszym klimacie. Część z nich można spotkać na Mazurach i Podlasiu. Ptaki lecące na południe mają swoje ulubione miejsca gdzie odpoczywają. Przed zmierzchem gromadzą się na noclegowiskach. Można wtedy  zobaczyć ich nawet kilka tyś. Takim miejscem jest Minta i okolice Lasów Skaliskich. Minta to rozległe bagno powstałe po osuszonym jeziorze (jeszcze za czasów Prus Wsch.) Znajduje się w centrum Lasów Skaliskich na północ od Bań Mazurskich. Osobom nieznającym terenu odradzam wyprawę w nieznane ze względu bardzo trudny bagienny teren.

No ale co zrobić skoro żurawie właśnie upodobały to miejsce?  Za to widok dziesiątków szybujących kluczy po niebie, nawoływanie się i donośny klangor dostarczyły niezwykłych wrażeń.

Sporo żurawi można było zobaczyć na pobliskich polach. Ptaki tak jakby czekały na inne i razem późnym wieczorem podnosiły się  lecą na Mintę. Pogoda niestety nie dopisała, padający deszcz zmusił mnie do wcześniejszego odwrotu.

W pobliżu jest jeszcze rez. Nietlice gdzie również „żurki” mają swoje noclegowisko.

Tutaj już był istny spektakl przyrodniczy. Pogoda piękna, okolica piękna no i ptaki równie piękne. Nietlice to też osuszone jezioro (ach ci Niemcy!). Położone jest w niewielkiej niecce co powoduje że wystarczy wygodnie rozsiąść się na jednym z pobliskich wzgórków i cieszyć się wspaniałym widokiem. W promieniach zachodzącego słońca widać odpoczywające ptaki, Nad głowami ciągną co raz to nowe klucze żurawi. Swoją obecność już z daleka sygnalizują charakterystycznym klangorem. Jedne lądują inne startują. By ich nie płoszyć należy zachować duży dystans w obserwacji. Nie sprzyja to robieniu zdjęć dlatego za wiele ich nie mam.

Jak twierdzą ornitolodzy zajmujący się liczeniem ptaków tego dnia było ich tam ponad 3 tysiące! A bywały lata, że było ich znacznie więcej. Mam nadzieje, że szczyt przelotów dopiero będzie i jeszcze wszystko przed nami.