W ostatni weekend w Suwałkach miało miejsce niesamowite wydarzenie. Jak co roku, od 16 już lat, zjechał kwiat polskiej kawalerii. Okazją były dwudniowe zawody sprawnościowe ułanów i oczywiście ich dzielnych rumaków.

 

      Suwałki mają bogatą tradycję związane z wojskowością. „Za cara” byli tu dragoni, w okresie międzywojennym Suwalska Brygada Kawalerii, dzisiaj jest Dywizjon Artylerii Przeciwpancernej. Jak nigdzie indziej w Suwałkach stacjonowały dwa pułki kawalerii czyli drugi grochowski i trzeci szwoleżerów. Piknik Kawaleryjski jest świetną okazją by przypomnieć tamte czasy. Ale nie tylko o „suchą” historię tu chodzi. Każdy z uczestników zawodów musi wykazać się umiejętnością w panowaniu nad koniem  oraz władaniu szablą i lancą.

Pierwszego dnia odbywa się próba dzielności konia. Czyli sprawdzane jest jak wyszkolone są konie.

 

Taki wierzchowiec musi być przede wszystkim odważny. Czyli śmiało i wysoko skakać przeszkody, wchodzić do wody, a najważniejsze to dawać się łatwo sterować.

      Drugiego dnia odbywa się konkurs władania lancą i szablą. Jeździec w pełnym galopie, trzymając jedna ręką wodze, prowadzi konia. W drugiej ręce trzyma wspomnianą broń i ma za zadanie „zaliczyć” pozorniki. Trzeba przyznać nie jest to łatwa sztuka. Nie każdy koń daje się łatwo prowadzić „w jednym ręku”. Nie łatwo jest sprawnie operować długa lancą a przy tym nie zrobić sobie lub komuś krzywdy. A wszystko pod czujnym okiem sędziów.


                   

      Najbardziej podoba mi się jednak atmosfera wśród zawodników. Wielu z nich zna się od lat. Młodzi podpatrują jak radzą sobie stare wiarusy. Choć nagrody są cenne (za pierwsze miejsce kulbaka na własność) wszystko odbywa się w przyjaznej atmosferze. Nie ma tu niezdrowej rywalizacji. Na porządku dziennym jest wymiana doświadczeń i spostrzeżeń. Czasem uwagi bywają artykułowane dość dosadnie co dodaje tylko koloru. 

       W tym roku przyjechało ponad 40 koni, a na nich ułani, szwoleżerowie, strzelcy konni, a nawet konni zwiadowcy z piechoty. Towarzystwo było międzynarodowe. W tym roku były też reprezentowane barwy Łotwy i Litwy. Poniżej koledzy z wileńskiego „Grenadieras”.

 

 

Wszystko to tworzy rzadkie ale jakże piękne widowisko.

Serdeczne podziękowania dla Andreya Krafta za udostępnienie zdjęć.