Odnoszę wrażenie, że ptaki w ostatnim czasie wzmożyły swoją aktywność. Daje się słyszeć lecące gęsi i żurawie. Nie trzeba specjalnie jeździć gdzieś daleko, należy tylko spędzić trochę czasu na spacerze żeby usłyszeć i zobaczyć ciągnące po niebie klucze. Czasami zdarza się, że lecą tuż nad koronami drzew. Można je obserwować nawet bez lornetki.
By cieszyć się z obcowania z przyrodą wystarczy wyjść z domu i dobrze rozejrzeć się po okolicy. Jakiś czas temu wybrałem się nad zbiornik wodny w pobliżu jednej z podsuwalskich żwirowni. Na początku nic specjalnego ot, kilka łabędzi niemych i perkozów dwuczubych. Im bardziej lornetką przeszukiwałem okolicę widziałem więcej ptaków. Najpierw sporo łysek potem kilkadziesiąt czernic. Obok pływały sobie głowienki, też co najmniej kilkanaście.

Między głowienkami zauważyłem świstuny. Tu z racji dużego dystansu musiałem posłużyć się lunetą żeby jednoznacznie określić gatunek. W oddali widziałem krążące „coś” liczone w setkach. Przypominało to trochę „chmary” szpaków. Szybkie sięgnięcie po lornetkę i widzę mnóstwo czajek. Krążyły po okolicy i czasem przysiadały na piaszczystych łachach.

Było ich dobrych kilka setek. Widywałem wiele czajek ale nigdy jeszcze w takiej ilości.

Nacieszywszy się się tym widokiem rozglądałem się dalej w poszukiwaniu kolejnych gatunków. Nad brzegiem zauważyłem dwie czaple. Mogły to być białe lub nadobne. Miałem szczęście bo ptaki poderwały się i spokojnie przeleciały blisko mojego stanowiska. To były nadobne. Była jeszcze jedna siewka. Ale specem od siewek to nie jestem, a to co mi się udało ustalić jest tak nieprawdopodobne, że nawet nie będę o tym pisał.
W niedzielne leniwe i słoneczne popołudnie dobrze jest wyjść na spacer. Popatrzeć jak wędrują „żurki”. Wyjechać na rowerową wycieczkę nad jakąś „kałużę” i podziwiać krążące nad głowami ptaki. Gorąco polecam…