Dzisiaj jeszcze o zmroku wybrałem się na rykowisko. Zapowiadała się piękna pogoda, na niebie widać migoczące gwiazdy, słaby wiatr, rześkie powietrze. Ale jak to w przyrodzie bywa niczego nie można być pewnym „na zapas” dlatego starałem się nie popadać  w zbyt wielką euforię. Po dojechaniu na miejsce wysiadłem z samochodu i nasłuchiwałem: co, kto i gdzie ryczy. Odzywało się kilka byków. Jeden taki co zawsze siedzi w lesie i choć pewnie jest duży to jest poza „zasięgiem”. Obok młody rzewnie zawodził ale na niego nie zwracałem uwagi. Moje zainteresowanie wzbudził jak sądziłem dosyć silny i stadny byk. Jednak był w miejscu trudno dostępnym. Miałem dobry wiatr i zdecydowałem się podchodzić. Szedłem na słuch ok. dwóch kilometrów. Jednak poszedł za jezioro w bagienny teren, a na dodatek przestał się odzywać. Wiem, że z pewnością nie spłoszyłem go bo był zbyt daleko i nie widział mnie. Ponieważ był piękny poranek stwierdziłem, że pokręcę się po okolicy i może zrobię jakieś ładne zdjęcie. Wieża widokowa, na którą chciałem się wybrać była właśnie tam gdzie poszedł „mój” byk. Jadąc do niej samochodem wspiąłem się żwirową drogą na niewielką górkę i zobaczyłem piękny widok. W promieniach wschodzącego słońca na soczyście zielonej łące „gdzieś” nad Wigrami pasła się chmara jeleni, a obok niej dorodny byk. To był chyba ten którego tropiłem. Samochód wzbudził ich czujność ale pozostały na łące. Zaparkowałem tak by nie było widać pojazdu i z ukrycia delektowałem się tym widokiem. Chmara z czasem schowała się w lesie, a za nią pociągną byk. Jakby na do widzenia kilka razy jeszcze się odezwał. Było jednak stanowczo za daleko na zdjęcia.  Teraz już wiem skąd się wzięło powiedzenie „piękne okoliczności przyrody”.

A… jeszcze miało być o sóweczce.

Rykowisko to świetny czas na stwierdzenie obecności tej sympatycznej sówki. Jej aktywność przypada o zmroku i o świcie. Kiedy kilkanaście lat temu  temu pierwszy raz byłem w Wigierskim Parku Narodowym usłyszałem sóweczkę właśnie na rykowisku. Charakterystyczny gwizd  nie da się pomylić z innym ptakiem. Dzisiaj niemal w tym samym miejscu znowu  ją słyszałem.

Podsumowując: niedzielne wyjście w teren uważam za niezwykle owocne.