Chłodna jesienna aura, dawno po zachodzie słońca. Niebo bezchmurne z migoczącymi gwiazdami. Niespełna pół księżyca rzuca lekką poświatę na okoliczne łąki. W obniżeniach terenu stoi mgła. Powietrze raz za razem przeszywa donośny ryk samców jeleni. Wiele z niego można odczytać. Jeden z nich szuka „wolnych” partnerek, inny nie pozwoli odbić zgromadzonych łań. W szkłach lornetki w oddali widać ciągnącą chmarę. Prowadzona jest przez licówkę czyli najstarszą z łań i obowiązkowo posiadająca potomstwo (matki są najczujniejsze) W odkrytym terenie nie można podejść blisko bo ostrożne łanie zaraz zwietrzą intruza. Za nimi idzie, często odzywający się byk. Oznajmia wszystkim, że to on jest tutaj najsilniejszy, a zgromadzony wokół harem należy do niego. Dookoła odzywają się pozostałe samce, które jednak nie mają odwagi skonfrontować się z tym najsilniejszym. Samice całą noc spędzą na wędrówce w poszukiwaniu smacznego żeru. Byk w czasie rui niewiele je. Całą energię przeznacza na pilnowanie rujnych łań i przepędzaniu potencjalnych konkurentów. Nad ranem schodzą do swoich leśnych ostoi i wtedy najlepiej je obserwować ale o tym następnym razem…