Zainspirowany ksiażką L. Myttinga „Porąb i spal” postanowiłem osobiście wziąć się za „opałową twórczość”. Co roku przygotowując zapas drewna na zimę mam świetny materiał do tego rodzaju działalności. Po lekturze wspomnianej książki piłowanie, rąbanie i układanie już nigdy nie będzie takie samo.

      Myślę, że dużą sztuką jest czerpanie przyjemności z prostych czasem banalnych czynności. Dotychczas przygotowanie drewna opałowego było rutynowym działaniem zmierzającym do zabezpieczenia się przed zimowymi mrozami, które potrafią tu – na północy trochę się przeciągnąć. Zdarzało się, że śnieg leżał do pierwszych dni maja. W tym roku na początku kwietnia mam już popiłowane i porąbane drewno. Termin i sposób przygotowania drewna wiele mówi o charakterze człowieka. Dlatego teraz „pracuję” nad swoim charakterem bo pracy nad sobą przecież nigdy dosyć. Czytając lekturę L. Myttinga spodobał mi się „artystyczny” sposób układania sztabli (sztapli) z drewnem.

 

Taki zwyczajny stos przecież może być nie tylko praktyczny ale i ciekawy, ładny czy nawet piękny. Mam tu na myśli tworzenie różnych kształtów czy obrazów. Mając na podwórku odpowiednią ilość stosownego tworzywa nie pozostało nic innego jak spróbować własnych sił. 

      Należało zacząć od czegoś prostego. Co by tu się nadawało?

 

Ryby jak na zdjęciu na razie nie zrobię, może czyjąś sylwetkę ale mniej skomplikowaną? Dzik! Tak to dobry pomysł. Prosty zarys może da się zrobić. Najpierw na kartce w kratkę zrobiłem szkic sylwetki.

 

Kratki pomogły przy zachowaniu proporcji w późniejszym „budowaniu”. W swoim warsztacie czyli na podwórzu przy hałdzie z porąbanym drewnem ustaliłem gdzie moje „dzieło” będzie stało. Przyjąłem sobie wysokość jaką chciałem osiągnąć. Następnie dzięki kratkom na kartce i proporcji szybko ustaliłem długość dzika. Teraz należało znaleźć odpowiednie polana. Inne pasowały na biegi (czyli dzicze nogi), inne na chyb (czyli dziczą „czuprynę”), a inne na łeb. Powoli klocek za klockiem zacząłem układać stos drewna. Pierwsze powstały biegi, potem zarys brzucha.

 

Było przy tym trochę główkowania: a to polano za długie, za cienkie, za krzywe itd.. Budując taki „obrazek” człowiek nie myśli o tym ile to jeszcze drzewa do przełożenia. Uwaga skupiona jest na tworzeniu „rysunku”. I tak niemal „przy okazji” powstało pół stosu. Będąc ciekawym efektu końcowego nie mogłem doczekać się, kiedy znowu będę mógł przerzucać kolejne polana. Normalnie nie jest to pociągająca praca. W krzyżu łupie, ręce „wyciągnięte” do ziemi od noszenia drewna. Tym razem z chęcią wróciłem do swojego dzika. Szybko jak nigdy dotąd skończyłem układać sztabel, a z nim swoją artystyczną wizję.

 

Teraz kiedy chodzę po podwórku z dumą patrzę na swoje dzieło. Oczywiście, jak na pierwszy raz może nie jest zbyt wyszukane ale mi się podoba :). Teraz wiem, że przy następnej okazji będę musiał zastosować grubszą ”kreskę” bo ta z pojedynczego polana jest słabo widoczna. No ale nie od razu Rzym zbudowano.

Przygotowanie zapasu drewna na zimę to cała filozofia. Trzeba wybrać gatunek drewna i odpowiednio wcześnie zaopatrzyć się w niego, żeby zdążyło wyschnąć jeszcze przed zimą. Trzeba mieć odpowiedni sprzęt do obróbki taki jak: piła, siekiera, łuparka czy nawet ciągnik. Potem, gdy już wyschnie schować jesienią pod dach. Praca może ciężka i żmudna ale i tutaj można odnaleźć przyjemność z jej wykonywania. A o to chyba w tym wszystkim chodzi.