Sudawskie to dzisiaj północny kraniec Rzeczpospolitej. Dawniej stał tu modrzewiowy dwór, a do Kowna i Wilna jeździło się częściej niż do Warszawy. Pozostałości po tętniącym życiem majątku można doszukać się w starym parku.

      Tak na prawdę ciągnęły mnie w to miejsce dwie sprawy. Pierwsza to jaśmin.

 

Rosną tutaj okazałe egzemplarze jakich nigdzie indziej nie widziałem. Kiedy kwitną tworzą jedną wielką białą ścianę. Druga to rybołów. Kiedy byliśmy tu ostatni raz i odpoczywaliśmy nad niewielkim jeziorem, ku naszemu zdziwieniu zobaczyliśmy szybującego wysoko nad głowami rybołowa. Jego charakterystyczna sylwetka jest niedopomylenia z innym gatunkiem.

      Nazwa tego miejsca wywodzi się wprost od krainy z łaciny zwanej Sudowią. Tutejsi  mieszkańcy musieli być bardo znani bo wspomina o nich nawet Ptolemeusz na 200 lat przed Chrystusem. Kto wie, być może było to centrum dawnego kraju przez Rusów zwanego Jaćwieżą, a przez Polaków – Połekszem. Dzisiaj to  północna Suwalszczyzna.

      Od XVIII wieku majątek miał różnych właścicieli. Ostatnimi przedwojennymi była rodzina Rekoszów herbu Ostoja. Majątek utrzymywał się między innymi z dostarczania siana dla koni do suwalskiego garnizonu. Ponoć szwoleżerowie goszcząc we dworze zawsze paradnie udawali się na niedzielną mszę św. do kościoła w Wiżajnach. Rekoszowie posiadali również fabrykę odlewów żelaznych w Kownie. Z. Gloger w swojej księdze „Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce” opisuje tutejszy stary dwór jako kształtu prostej szopy, obszerny, kryty słomą pochodzący jeszcze z XVIIIw. Zamieszcza również zdjęcie z jego rozbiórki. W 1908 nowy dwór w stylu zakopiańskim (nawiązującym do tradycyjnego dworu polskiego), także drewniany wzniósł Mikołaj Rekosz. Jego syn oficer WP zginą w Katyniu, a dwór spłoną w czasie II Wojny Światowej.  Z dawnego założenia zachował się jedynie dziczejący dość rozległy park i sporo drzew w sadzie.

 

 

Okazałe drzewa pamiętają jeszcze czasy Rekoszów. Jest tutaj ogromna lipa. Rośnie nieco oddalona od parku, w pobliżu starych stajni. Myślę, że jest to najgrubsza lipa na całej Suwalszczyźnie!

 

 

Na skraju parku zachowała się spora kamienna piwnica.

 

Z parkiem graniczy niewielkie (2 ha) jeziorko. Brzeg ma bagnisty i trudno dostępny. 

 

      Tym razem nie trafiliśmy w czas kwitnięcia jaśminów i nie dane nam było zobaczyć ich w całej okazałości. Nad jeziorkiem nie było widać też rybołowa. Udało nam się za to zobaczyć jak nad pobliskimi łąkami pięknie szybuje orlik krzykliwy.

      Choć jest tutaj daleko to na pewno warto odwiedzić ten zakątek. Okolica ciekawa przyrodniczo, historycznie i kulturowo.