Na Suwalszczyźnie zima dopisuje. Nie wiem ile było w nocy, ale nad ranem -22 stopnie.

Codziennie pada świeży śnieg. Taką zimę to rozumiem. Wychodząc na zewnątrz, ciężko oddychać tak zimnym powietrzem. Ubrałem się ciepło. Nie okryta jedynie twarz. Po pewnym czasie czuje, że zewnętrzna część skóry na policzkach zamarzła niczym lód na jeziorze. Co tu dużo pisać albo ktoś zimę lubi albo nie. Ja zaliczam się do tych pierwszych, a że w marcu -22 stopnie, no cóż to Suwałki nie Wrocław. Sprawdzam czy uda się uruchomić samochód. Uff… zapalił, można ruszać w teren. Może uda się zrobić jakieś ładne zdjęcie? Muszę uważać na sprzęt foto. Po jednej z takich zim aparat dostał „grypy” i musiałem go „leczyć”. Nie będę rozpisywał się nad pięknem sudowskiego krajobrazu. To trzeba zobaczyć własnymi oczami, poczuć na skórze szczypiący mróz, odetchnąć świeżym zmrożonym powietrzem, usłyszeć trzeszczący śnieg pod butami… A czy słyszeliście kiedyś jak pękają w lesie drzewa pod wpływem mrozu, albo jak pęka tafla lodu na jeziorze? Tu można to usłyszeć. Namiastką tych niecodziennych odczuć jest kilka poniższych zdjęć.

Podziwiając krajobraz okolic Smolnik utknąłem w śnieżnej zaspie. Kawał drogi do najbliższego gospodarstwa i w dodatku pod górę. Z pomocą jednak przyszli ludzie, którzy tak jak ja wybrali się na krajobrazową wycieczkę. Jestem bardzo za to im wdzięczny. Zaoszczędzili mi sporo machania szpadlem żeby wykopać się z tej zaspy.

Po kilku godzinach włóczęgo po okolicy wróciłem z powrotem. Trochę zmarznięty, trochę rozgrzany ale zadowolony z udanego krajobrazowego wypadu.