Dzisiaj pomimo paskudnej pogody, trafiłem na świeży trop wilka. Niewielki opad śniegu zdradził gdzie są drapieżniki i jakie mają zamiary. Wszystko rozegrało się w ciągu kilku godzin. 

      Od rana padał rzęsisty deszcz. Około południa zamienił się w opad topniejącego śniegu. Korony drzew oczywiście zatrzymują dużą część i do dna las niewiele z niego dociera. Miejscami  na dnie gdzie drzewa nie zasłaniają tworzą się białe wyspy. Zimno, wiatr, mokro, idąc na przełaj, trącając gałęzie szybko człowiek moczy ubranie. Pogoda wybitnie niespacerowa. Coś mnie podkusiło żeby po pracy pojechać jeszcze zobaczyć jak wygląda jedna z łąk położonych na skraju puszczy. Zostawiłem samochód w lesie ok. 300 m od łąki, by nie spłoszyć ewentualnych zwierząt. Najczęściej widywałem tutaj w ciągu dnia sarny. Tym razem nic nie było. No i po co szwendać się po lesie w taką pogodę – pomyślałem. Żeby nie wracać tą samą drogą zboczyłem lekko ze ścieżki. Niedaleko auta na białej plamie śniegu zobaczyłem znajome wilcze tropy. Charakterystycznie układające się w jednej linii spore podłużne odciski łap.

 

Od razu zrobiło mi się wesoło. Trop jest świeży. Jeśli pada od południa, a jest po piętnastej to musi mieć tak do dwóch godzin. A może właśnie je spłoszyłem? Tropy „wracały” z łąki. Zapewne wilki o tej porze dnia sprawdzały czy nie ma tutaj saren. Bo niby czego miałyby w środku dnia szukać w takim miejscu? Ciągle padał topniejący śnieg. Chciałem pojechać po aparat żeby zrobić zdjęcia. Stwierdziłem jednak, że jak wrócę to albo mi je zapada albo się roztopią. Mając aparat w telefonie szybko skorzystałem z niego. 

      Pomyślałem sobie o ulotności takiej okazji. Zła pogoda mogła mnie zniechęcić do wyjazdu. Wizyta na łące trzy godziny wcześniej lub godzinę później mogła nie być już tak owocna.