Przy okazji święta przypadającego na 1-go listopada postanowiłem odwiedzić sztynorcką kaplicę rodową von Lendorffów, która stoi nad jeziorem Łabap. Bardzo żałuję że nie mogłem tu być 23 września na uroczystym rozpoczęciu prac restauracyjnych. Jak widać robotnicy pracują „z głową” bo zaczęli od prac związanych z dachem, gdyż najważniejszym zadaniem jest zabezpieczenie niszczejącego obiektu przed działaniem wody. Obecnie dach jest rozebrany ponieważ wiekowa konstrukcja była mocno nadszarpnięta. Przy okazji rozpoczętego przedsięwzięcia pojawiła się pewna zbieżność wydarzeń. W roku 1857 konsekracji kaplicy dokonał jej ówczesny pastor Johann Karl Borkowski, a 23 września 2017 r. przy rozpoczęciu remontu był obecny giżycki pastor Krystian Borkowski. Zbieżność nazwisk podobno przypadkowa.
Jeśli ktoś miałby ochotę odwiedzić ten niezwykły zabytek musi przygotować się na solidny marsz ze Sztynortu. Najlepiej w gumowych butach z wysokimi cholewami. Samochodem tam się nie dojedzie. Gliniasta droga jest bardzo rozmoknięta i ewentualnie może dojechać tylko samochód 4×4. A jak wiadomo im lepszy samochód terenowy tym dalej trzeba iść po ciągnik. Dlatego odradzam wyjazd samochodem, polecam spacer.

Do kaplicy prowadzi niezwykle urokliwa aleja dębowa.

Jest to fragment dawnego założenia planistycznego, które wiązało komunikacyjnie Sztynort z przyległymi mu majętnościami. Pierwsza aleja, ta najbardziej znana, prowadzi od pałacu von Lendorffów w kierunku wsi Kamionek Wielki. Na starych mapach można doszukać się jeszcze nieistniejącej już alei biegnącej wzdłuż zachodniego brzegu Jeziora Sztynort. Ozdabiała ona drogę prowadzącą ze wsi do cmentarza. Dziś o jej istnieniu świadczy zaledwie kilka drzew. Na szczęście pozostał jeszcze szpaler dostojnych dębów rosnących wzdłuż drogi biegnącej od cmentarza w kierunku wsi Łabapa. W okolicy najbardziej urokliwe miejsce to chyba most na przesmyku pomiędzy jeziorami Dargin i Kirsajty.
Sama kaplica stoi na wysokim brzegu jeziora Łabap, pośród bagien w pobliżu kanału sztynorckiego.

Jest tu też stary cmentarz. O dziwo zachowało się sporo nagrobków także tych żeliwnych.

Być może miejsce to ma swojego cichego opiekuna. Zauważyłem dwie mogiły przystrojone kwitami z zapalonymi zniczami i poprawionymi nagrobkami. Same nagrobki są mocno zniszczone ale ktoś o nich nadal pamięta.

Myśląc o wielowiekowej historii właścicieli Sztynortu oraz mając przed oczami pałac z pozostałościami parkowego założenia wraz z cmentarzem wznoszącym się nad okolicznymi jeziorami, określenie tego niezwykłego miejsca „Atlantydą Północy” wydaje się być jak najbardziej trafionym.