Rzeka Rospuda dawno urzekła mnie swoim urokiem. Święte Miejsce, Wielka Łąka, czy Dowspuda to tylko niektóre z jej atrakcji. Bogactwo przyrodnicze i kulturowe wije się razem z biegiem rzeki. Tym razem znowu odwiedziłem Wielką Łąkę.

      O tym miejscu pisałem już wcześniej. Nieodparty urok cięgnie mnie w to miejsce. Takich bagien jak to jest na prawdę niewiele. Wg niektórych (choć ja bał bym się użyć takiego stwierdzenia) pod pewnymi względami rospudziańskie torfowiska przewyższają nawet biebrzańskie. Tak czy owak tutaj przynajmniej nie ma tylu turystów. Wychodzi sobie człowiek wczesnym rankiem, a tu podrywają się od razu dwa kszyki. W oddali słychać ich charakterystyczne buczenie. Chwilę później odzywa się derkacz i gra na swoim „grzebieniu”. Po ostatnich obfitych opadach bagno „faluje”. Torfowa „gąbka” chętnie przyjmuje każdą ilość wody. Dla bezpieczeństwa cofam się do lasu i znajduję długi kij (na wypadek zapadnięcia się w torf). Idę przez bagno, w około całe łąki bobrka trójlistkowego. 

Kwitnie sporo kukułek czyli storczyków.

 

Po drodze mijam brzozę karłowatą z jej charakterystycznymi drobnymi listkami.

Rachityczna brzoza omszona przypomina tę  ze skandynawskiej tundry.

 

Pożółkłe paprocie świadczą o niedawnym przymrozku. Udało się dojść prawie do koryta rzeki.

Wschodzące słońce, pięknie maluje kolory. Poranna rosa zmoczyła moje spodnie do pasa. Wysokie gumowce nic nie pomogły. Takie poranki to zastrzyk energii na cały dzień i chęc na poszukiwanie podobnych miejsc.