Sztynort to niewielka wieś leżąca gdzieś pomiędzy Węgorzewem i Giżyckiem. Dla większości kojarzy się wyłącznie z żeglarskim portem. Bliższe poznanie pokazuje jak niezwykle ciekawe jest to miejsce.

      Nie sposób w jednym krótkim wpisie oddać tego ducha. Dla formalności zasygnalizuję jedynie z jak szeroką i różnorodną tematyką można tu się zetknąć. O porcie już wspominałem na początku.

 

Nad tym wszystkim góruje upadający pałac. W czasach świetności, bardzo bogato wyposażony. Prze 500 lat nieprzerwanie władali tu Lehndorffowie. Za pałacem rozciąga się zdziczały park, a za nim prawdziwa puszcza. 

 

      Tym razem będzie o alejach, parku i owadach z czasów krzyżackich.

Dawno temu może jakieś 400 lat wstecz, po śmierci męża majątkiem zarządzała Maria Eleonora z domu Donhoff. To jej przypisuje się powstanie pięknego 18 ha barokowego ogrodu. Budził on zachwyt u wszystkich odwiedzających; alejki, rzeźby, wysokie ściany z grabowych żywopłotów przemyślana kompozycja całości. Na początku XX w. zachowały się jeszcze nadrzewne tabliczki z różnymi sentencjami. Do dzisiaj stoją (w opłakanym stanie) dwie parkowe budowle: herbaciarnia i „mała” kaplica (nad jeziorem jest druga). 

 

Na końcu parku widać jeszcze resztki dawnego kanału prowadzącego nad jezioro Mamry. W kanale stały łódki którymi można było dopłynąć na wyspę Upałty. Od pałacu prowadziły drogi do folwarków. Drogi oczywiście obsadzone drzewami. Najwspanialsza aleja to ta prowadząca w kierunku Kamionka. Jak pokazują badania, mazurskie aleje, w tym również i ta sztynorcka stały się głównym siedliskiem rzadkiego owada pachnicy próchniczanki (Osmoderma eremita). Jest to gatunek związany z lasami naturalnymi. W czasach krzyżackich owady te były bardziej pospolite bo i warunki miały znacznie lepsze. Do swojego rozwoju potrzebuje dziupli drzew liściastych z dużą ilością próchna.

 

 

Ale też o dobrze naświetlonych pniach. W średniowieczu śródleśne polany były idealnym miejsce odpoczynku krzyżowców. Pod koronami rozłożystych dębów odpoczywali rycerze, a konie pasły się na trawie. Na to wszystko z góry patrzyły sobie pachnice. Ostatnio wybrałem się tam z nadzieją, że może przypadkiem uda mi się spotkać tego owada. Pomimo uważnego przejrzenia potencjalnych miejsc nie zauważyłem żadnej. Aż tu nagle patrzę coś leci. Czarny chrząszcz taki ze 2 cm – myślę jest!  Kiedy wylądował trochę się rozczarowałem nie było to na co czekałem. Jednak robak przysiadł na korze dębowej i szedł w kierunku dziupli.

 

Czułem, że to może być ciekawy okaz. Jak się później okazało to zacnik (Gnorimus variabilis), owad jeszcze rzadszy!

 

      Dzięki staremu parkowi i dużej ilości wiekowych alei znalazły tu dobre miejsce do bytowania rzadkie owady związane z lasami naturalnymi.

 

Swoją obecność zawdzięczają jednak nie tylko Marii Eleonorze która stworzyła założenie pałacowo-ogrodowe. Za parkiem rozciąga się las – rezerwat. Jest to dobrze zachowany fragment dawnej Puszczy Sztynorckiej. Puszcza ze względu na swój majestat wymaga jednak oddzielnej opowieści.