Jakiś czas temu byłem nad Rospudą o czym już pisałem i na razie nie zamierzałem wybierać się tam ponownie. Ale ostatnio odwiedził mnie kolega, który właśnie wracał z tamtych stron i narobił mi ochoty na ponowny wyjazd. Z jego opowieści wynikało, że utrzymujące się od kilku dni mrozy ścięły lodem bagna na tyle by utrzymać chodzącego po nich człowieka.

Przy niskiej pokrywie śniegu idzie się niemal jak po chodniku. Oczywiście trzeba mocno uważać na lokalne oparzeliska gdzie woda nie zamarza. Postanowiłem skorzystać ze sprzyjającej aury i jeszcze raz pojechać nad Wielką Łąkę. Wszystko było jak opowiadał kolega. Łatwo się szło po zamarzniętym torfowisku. Udało mi się nawet dotrzeć do koryta rzeki.

Żeby nie kusić losu przesunąłem się w bardziej bezpieczne miejsce trochę oddalone od głównego nurtu. W pewnym momencie trafiłem na świeży trop wilka. Na cienkiej warstwie śniegu doskonale było widać wszystkie szczegóły odciśniętych łap. Odciski były tak wyraźne, że widać każdy szczegół linii papilarnych.

Jeśli jeszcze kiedyś spotkam jakiegoś wilka będę mógł sprawdzić czy to ten sam. Przyglądając się wilczym śladom spostrzegłem sporą ilość kropli wody, która z sierści spadła na śnieg.

Zwierzę w takim razie przepłynęło rzekę! Jaka musiała być jego determinacja żeby wejść na do zimnej wody i przedostać się na drugi brzeg. Zawsze zastanawia minie jak odbierają temperaturę zwierzęta? W końcu jeśli temperatura powietrza jest -2 stopnie, a temperatura wody +4 to w wodzie jest cieplej. Nie można tego porównać do ludzi bo my chodzimy w ubraniach, które zakładamy lub zdejmujemy stosownie do okazji. Ale wracając do wilka. Dobrze się złożyło bo on akurat wybrał sobie ścieżkę tą samą co ja. Szedłem po jego śladach jeszcze dobre 500 metrów. Później nasze drogi się rozeszły. To był udany wyjazd. Nad Rospudą okoliczności przyrody dopisują zawsze!

P.S. Na wodzie widziałem jeszcze 3 gągoły.