Rykowisko i bukowisko co raz bliżej. Tu i ówdzie były słyszane pierwsze postękiwania i ryczenia ale to jeszcze nie to na co czekamy. Nie dopisuje pogoda: temperatura w nocy powyżej 10 stopni, deszcz. W środę rano pomimo bezdeszczowej pogody w terenie cisza. Byki jelenie już chodzą z łaniami. Łosiom jakby się nie spieszyło. Kiedy późnym wieczorem chmury troszkę się przerzedziły, wyszedł księżyc, wiatr ucichł słychać było ryczące jelenie i stękające łosie. Nazajutrz deszcz wszystko popsuł.
Będąc na Czerwonym Bagnie widziałem łosie ale nie były aktywne. Tuż po wschodzie słońca szybko pochowały się do swoich ostoi i nie było ich już widać.

Pozostał mi tylko spacer z Nowego Świata przez Tchórze Grzędy. Trasa ciekawa i zróżnicowana. Od parkingu prowadzi przy piaszczystych wydmowych „wzgórzach”. Są tu dwa dogodne miejsca do obserwacji doliny rzeki. Przy pomocy lornetki wyszukuję łosie które pochowały się w krzakach. Z wysokiej wierzy rozciąga się widok na bezkresne bagna.

To taki inny świat – Nowy Świat. Mieszkają tu nie tylko łosie ale też wilki. Na trop jednego z nich trafiłem nieopodal wieży. (Dla porównania odcisk mojego buta obok odcisku wilczej łapy.)

Dalej idziemy bagiennym szlakiem. Trzeba uważnie pilnować by nie zgubić oznakowania szlaku.

Zejście z niego grozi zgubieniem się w trzcinach i zaroślach wierzbowych większych od człowieka. Nie mając widoczności i punktów odniesienia można zostać tu na długo. A z zasięgiem sieci komórkowej słabiutko… Słowem głodno, chłodno i do domu daleko. Moczary kończą się z czasem i dalej szlak prowadzi przez przyjemny las by znowu powrócić na wydmy przy parkingu.

Po drodze w dobrze nasłonecznionym miejscu robię sobie krótką przerwę. Wyciągam termos z herbatą i zjadam II śniadanie. W takich pięknych okolicznościach przyrody smakuje wyśmienicie.
Trasa na dobrych kilka godzin. Tylko dzika przyroda dookoła:)