Mazury to nie tylko Kraina Wielkich Jezior. Mój ulubiony zakątek to ich północna część. Ruch tu mniejszy, krajobraz bardziej naturalny, i wciąż wiele miejsc do odkrycia. Oświn, Lasy Skaliskie, Puszcza Romincka  nie są pierwszym wyborem przeciętnego turysty. Docierają tu raczej wytrawni turyści, szukający prawdziwych „starych” Mazur. Myli się jednak ten kto myśli, że jest tu nudno. Serce przyrodnika szybciej zabije gdy zobaczy, tysiące żurawi na Bagnie Minta. Miłośnicy historii chętnie zwiedzą opuszczone pruskie pałace kryjące wiele tajemnic. Rowerzyści znajdą świetne warunki do jazdy rowerem. Dlatego z tych powodów i jeszcze kilku innych, (o których innym razem) chętnie zaglądam w te strony. W  ostatnią niedzielę wybraliśmy się na rowerowe tur de  Tajemnicze Mazury.

Przy pięknej październikowej pogodzie (prawie bezchmurne niebo, temp. +18 stopni) wyjechaliśmy szutrowymi drogami z Bań Mazurskich przez Ściborki w kierunku Żabina by potem szybciutko dojechać do piramidy w Rapie.

Obiekt jest niedawno odnowiony i nie ”straszy” jak to było jeszcze kilka lat temu. Piramida jest grobowcem rodziny von Farenheit. Słynęli oni z okazałego pałacu i bogatych zbiorów dzieł sztuki oraz najlepszej w Prusach Wschodnich prywatnej chodowli koni pełnej krwi angielskiej. Z Rapy drogą gruntową przez las można dojechać do Mieduniszek Wielkich. Po drodze widać dolinę rzeki Węgorapy. Ten odcinek jest nazywany Wielką Pętlą Węgorapy ponieważ rzeka wypływa z Mieduniszek i po kilkunastu kilometrach wraca z powrotem do Mieduniszek. Niestety za czasów pruskich został wykopany kanał skracający bieg rzeki i teraz jest to „martwe” koryto. W Mieduniszkach należy zajrzeć do ruin spalonego pałacu, należącego nigdyś do wspomnianych Farenheitów.  W ruinach pałacu miałem przygotowaną niespodziankę dla co odważniejszych rowerzystów  Co to za niespodzianka można dowiedzieć się tylko biorąc udział w naszej wyprawie. Niech to będzie zachęta do dalszych wyjazdów ze Slowsudowia:) Starą i mało uczęszczaną drogą ale niezwykle urokliwą docieramy do osady Skalisko w Lasach Skaliskich.

Obecnie znajduje się tu leśniczówka i kilka domów. Przed wojną było to miejsce chętnie odwiedzane przez turystów z funkcjonującą  karczmą z niewielkim hotelem. Przez leśne ostępy jedziemy do śluzy (jazu) w Bąkowie na Kanale Brożajckim,

a następnie do Zakałcza Wielkiego gdzie oglądamy kolejny mazurski grobowiec. Przez piwniczne okienka można dostrzec wiekowe trumny.

We wsi zachował się w jeszcze w niezłym stanie niewielki dwór. Do Bań Mazurskich już zaledwie 2-3 km.

Łącznie przejechaliśmy 40 km w turystycznym tępie. Nawierzchnia była asfaltowa, żwirowa, szutrowa, gruntowa, brukowa, a nawet betonowa. Krajobraz bardzo urozmaicony: od leśnego, przez  urokliwe wzniesienia w Ściborkach, otwarta dolina Węgorapy i dzikie Lasy Skaliskie. Rower to chyba najlepszy tutaj środek lokomocji. 

 Jeden dzień to za mało na tę okolicę.  Mój niedosyt i plany na następny raz to: Wróbel i Stadnica, dwór w Klewinach i piękna aleja dębowa prowadząca do niego, głaz Skalich, Dąbrówka i stare młyny wodne na rzece Gołdapi.