Hruskie to nazwa nazwa niewielkiej miejscowości położonej na południowym skraju Puszczy Augustowskiej. Hruskie to też nazwa przyległych łąk tworzących polanę w zwartym puszczańskim kompleksie. Z nazwą tą spotkałem się jeszcze na studiach kiedy to wspaniały ornitolog, nieżyjący już Marek Keler opowiadał, że to miejsce występowania ciekawych ptaków. Kilka lat póżniej miałem okazję je odwiedzić, ale nie spotkałem tam nic zasługującego na szczególną uwagę. Tej wiosny za namową kolegi od lat mieszkającego na pograniczu puszczańsko-biebrzańskim wybraliśmy się wczesnym rankiem do lasu na dzięcioły. Wcześniej jednak mój przewodnik zaproponował przejazd przez Hruskie Łąki rzucając krótkie: „tam może być coś ciekawego”. Pomyślałem no dobrze, i tak mamy po drodze. Z naszej kwatery wybraliśmy się o świcie. Poranna mgła nie nastrajała nas optymistycznie. Kolega opowiadał jak to kilka lat temu z tutejszego rowu wylała woda i na rozlewiskach były bataliony, innym razem widział łosie, innym jelenie i w ogóle jest to przyrodniczo ciekawa okolica. Nagle usłyszałem pytanie: a co to? W oddali dwa czarne ptaszyska siedzące na trawie, przypominały kruki. Przykładamy lornetki do oczu, to nie kruki. Bieliki? Jest daleko i mgła. Chwila uwagi, analizujemy wszystkie widoczne cechy. To orliki! Co za widok! Widzimy dwa żerujące obok siebie orliki. Po chwili jeden się zerwał i usiadł na drzewie. Drugi na piechotę polował dalej. Chwilę przyglądaliśmy się orłom. Nie chcąc dłużej wystawiać na próbę ich cierpliwość ruszyliśmy dalej.
Z perspektywy czasu myślę sobie, że do obserwacji przyrodniczych potrzeba trochę wiedzy, dużo cierpliwości i trochę szczęścia. Pół godziny wcześniej lub póżniej pewnie byśmy ich nie zobaczyli.